VIII

«Nazwisko moje: Paweł Majkowski,

Bóg mię na długie błogosławił lecie,

Mam piękny dworzec, przy nim cztéry wioski,

Miłość u ludzi i urząd w powiecie.

Byłem szczęśliwy wpośród dziatwy grona,

Lecz sądów bożych nikt nie zna, nikt nie wié.

Umarła dziatwa, umarła mi żona,

Zostałem jeden jako liść na drzéwie:

Gdy drodzy sercu, gdy zmarli jedyni,

Tęskno mi było w mym złoconym gmachu;

Jęczałem smutnie jak ptak na pustyni,

Jako kruk nocny, co czuwa na dachu,

I rzekłem w duchu: dopomoż mi Panie!

Dolę, niedolę złożyć w Twoje ręce,

Niech dusza moja spokojną zostanie,

Na chwałę Twoją me włości poświęcę!

Bóg mię wysłuchał w utrapieniu mojém

I duszę świętym nawiedził spokojem.

A więc skwapliwy ze śluby mojemi,

Przed Sakramentem przysiągłem w kościele,

Grosz mego skarbca i majątek ziemi,

Oddać na dobre dla ludzkości cele;

Na jakiś zakon, co w świętéj pokorze,

Z otwartém sercém jako zbawca stoi,

Pełni nad bliźnim miłosierdzie boże,

Łaknących karmi, pragnących napoi,

Co garnie ludzi jako Chrystus dzieci,

Słabych umocni, a ciemnych oświeci.

Jest pełno mnichów, wszystko niebogaci,

Wszyscy gorliwi i święci być mogą;

Jak zrobić wybór między tylu braci?

I kogo wesprzeć moją zapomogą?

Więc jąłem czytać zakonnicze prawa,

I patryjarchów klasztornych statuta,

Widzę, że wszędzie zbawienna ustawa,

Jeśli występkiem ludzkim nie popsuta.

Jakiż tu wybór? I różnica jaka?

Duch Święty środek poszepnął mi na to:

Przywdzieję szmaty prostego żebraka,

Sam się przekonam za klasztorną kratą,

Gdzie ludzie bardziéj w zakonie zupełni?

Kto piękniéj cnotę miłosierdzia pełni?»