Rozdział XX. Istotny skarb

— Zrobiła się już zupełna jesień! — rzekł Tom, rozpłaszczając melancholijnie nos o zalaną deszczem szybę.

— To nic! Zaraz będzie śnieg i można będzie robić bałwany i jeździć sankami! — wesoło przypomniała Ania, której humoru niezdolne było zepsuć nawet czarne od chmur, żałośliwe niebo.

— Phii... kiedy to będzie? A tymczasem Gabro już nawet łabędzie zabrał ze stawu i nie ma komu bułki nosić. Trzeba w domu siedzieć i uczyć się. Myślisz, że to przyjemnie się uczyć? Mała jesteś i nic prawie nie wiesz.

Umilkli. Za oknem szarzało gwałtownie. Na tle pociemniałego nieba coraz groźniej rysowały się bolesne sylwety odartych z liści, zapłakanych drzew parku. Wiatr chwytał niekiedy ich bezbronne konary i trząsł, i szarpał, i wyginał nielitościwie, i naigrawał się z ich nagości, naśmiewał z utraconej urody, natrząsał z nędzy i martwoty.

Na parterze kwiatowym jedne za drugimi, długim szeregiem róże, przygięte do ziemi i pokryte zeschłym liściem i świerczyną, wyglądały jak smutne, małe mogiłki cmentarza.

Z urn labradorowych, z których dawno już powyjmowano przekwitłe pelargonie, przelewała się deszczowa woda, kapiąc jednostajnie na marmur schodów.

Widać było poprzez nagie gałęzie drzew, jak daleko, daleko po drodze wiejskiej sunął wóz, raz po raz grzęznąc w błocie, zmokły i zmęczony na tle czarnej drogi.

Wszystko wokoło było monotonne, bolesne, umierające i zalane łzami. Chciało się płakać razem z niebem albo zasnąć cichutko z głową wtuloną w poduszkę.

Z daleka, poprzez pokoje doleciały tony muzyki.

— Mama grla! — krzyknęła Ania i frunęła z okna jak ptaszek. Tom statecznie, acz krokiem przyspieszonym poszedł za nią.

Mama grała nie na fortepianie, a na pianinie stojącym w bibliotece.

Palił się tam na kominku ogień i cała przeciwległa ściana zalana była czerwonym, pełzającym światłem.

Przed kominkiem w fotelu siedział ojciec i patrzał w ogień, paląc fajkę.

Na otomanie naprzeciw ognia siedzieli Olek, Nik i Marta.

Tom i Ania wtulili się między nich, opierając głowy o poduszki.

Mama grała Szopena. Dzieci znały go dobrze, z tym większą tedy rozkoszą słuchały tej przedziwnej muzyki, a każdy ton zapadał głęboko w serce i stawał się jego cząstką drgającą.

Mama grała długo nokturny, etiudy i preludia, aż Tom zdrzemnął się nieco, z głową na ramieniu Marty i zbudził się dopiero w chwili, gdy to usłużne ramię usunęło się znienacka, a głowa jego trafiła w siedzenie kanapy. Ocknąwszy się, zobaczył, że dzieci stoją przy fortepianie i śpiewają. Wobec tego zlazł z otomany i przyłączył się do chóru.

Tam na górze jawor stoi,

jawor zieleneńki,

ginie Kozak w obcej stronie,

Kozak młodziusieńki.

Ginie Kozak w obcej stronie,

śmierć mu oczy tuli,

«Proszę ciebie moja miła,

donieś to matuli».

Przyszła matka, przyszła matka,

przyszła matuleńka...

Po tej ulubionej pieśni zaśpiewano: „Na szerokim polu”. Potem znów bretońską piosnkę, drogą dzieciom, pełną melancholii:

Un jour sur un gros navire,

vire au vent, vire, vire,

la mère embarqua son gars.

Le marin ne revint pas30...

Żeby się rozweselić po tych wszystkich smutkach zaśpiewano: „Zesłał Pan Bóg kozę, żeby gruszki trzęsła”, w której to piosence Tom cudów dokazywał zupełnie wstrząsającym basem. Potem zaś przyszła kolej na piosnki Noskowskiego,31 a cały koncert zakończył się jesienną nutą:

Wicher wieje, deszcz zacina,

jesień, jesień już.

Świerka świerszczyk zza komina,

naszej chaty stróż...

Zakończywszy, mama zamknęła pianino i siadłszy przed kominkiem w ogromnym fotelu, wzięła Anię na kolana. Dzieci rozsiadły się na dywanie wokół ognia. Nik siadł tuż obok matki, oparł głowę o jej kolana i zadumał się.

Z początku słyszał jeszcze, jak mama mówiła do ojca: „Jak to dobrze, że nie jedziemy w tym roku do Warszawy, tak nam dobrze w Niżpolu” — ale już odpowiedź ojca utonęła w półsennych marzeniach.

Było mu niewypowiedzianie dobrze. Patrzał na syczące, złote płomienie drgające w głębi kominka, czuł dobroczynne ich ciepło i cieszył się z ich radosnego światła.

Na dworze wicher jęczał, a deszcz bił w szyby.

Serce Nika stało się ogromne, bijące; ogarnęło wszystko na ziemi, dla wszystkiego czuło gorącą miłość. „Daj Boże, daj Boże, abym mógł kiedyś spełnić wielki, bohaterski czyn, uszczęśliwić miliony ludzi, umrzeć za ojczyznę, poświęcić się, zwyciężyć!” — snuło mu się przez myśl.

A potem nagle siadł wyprostowany i zastanowił się głęboko:

„Dlaczego mi jest tak dobrze?” I oto zrozumiał nieomylnie, że szczęście, które odczuwał, nie wypływało z miękkiej ciszy pokoju ani z gorących i jasnych płomieni kominka, ale miało swoje siedlisko w kochających, niezawodnych sercach matki, ojca i tej całej gromadki najdroższych istot, bliższych niż wszystko na świecie.

Przypisy:

1. gracowany — uporządkowany za pomocą gracy, tj. narzędzia o metalowych zębach przytwierdzonego do drewnianego trzonka; por. gracować: usuwać chwasty i płytko spulchniać ziemię gracą. [przypis edytorski]

2. chodźże — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -że. [przypis edytorski]

3. Wielka Armia — armia Napoleona Bonaparte. [przypis edytorski]

4. kozacy — tu: oddział lekkiej jazdy w wojsku rosyjskim. [przypis edytorski]

5. po 63-cim roku — tj. po powstaniu styczniowym. [przypis edytorski]

6. Bacz szo myni dajesz! Durna jaka, teper jabloka stawlaju (gw. ukr.) — Uważaj, co mi dajesz! Jaka ty głupia, teraz jabłka stawiam. [przypis edytorski]

7. rogoża — pleciona mata z sitowia. [przypis edytorski]

8. hładyszka (z ukr.) — bańka a. wysoki garnek. [przypis edytorski]

9. mon enfant (fr.) — moje dziecko. [przypis edytorski]

10. porać się — trudzić się, zajmować się czymś. [przypis edytorski]

11. regardez Marie, comme elle est sage, comme elle est laborieuse, comme elle est soignée (fr.) — patrzcie na Marię, jaka ona jest mądra, jaka ona jest pracowita, jaka ona jest dobrze wychowana. [przypis edytorski]

12. tedy (daw.) — zatem, a więc. [przypis edytorski]

13. jeno (daw., gw.) — tylko. [przypis edytorski]

14. bramowany — obszyty wzdłuż krawędzi ozdobnym sznurem, taśmą itp. [przypis edytorski]

15. zmarkocony — dziś popr.: zmarkotniały, zasmucony. [przypis edytorski]

16. piędź — daw. jednostka miary odpowiadająca szerokości rozpostartej dłoni (od końca małego palca do końca kciuka). [przypis edytorski]

17. widny (daw.) — tu: widoczny. [przypis edytorski]

18. ma soeur bien aimée (fr.) — moja ukochana siostro. [przypis edytorski]

19. Je suis inconsolable (fr.) — jestem niepocieszona. [przypis edytorski]

20. Même Auguste (fr.) — nawet August (początek urwanego zdania). [przypis edytorski]

21. par les merveilles de Sofiówka (fr.) — cudami Sofiówki (Sofiówka: założony pod koniec XVIII w., opiewany m.in. w poemacie Stanisława Trembeckiego park krajobrazowy w daw. posiadłościach rodziny Potockich w Ukrainie). [przypis edytorski]

22. plus charmant et courtois que jamais (fr.) — jeszcze bardziej uroczy i grzeczny niż zwykle. [przypis edytorski]

23. maitre (fr.) — mistrz; nauczyciel. [przypis edytorski]

24. on fait des percées de vue, des eclaircies (fr.) — robimy aleje widokowe, przecinki. [przypis edytorski]

25. A travers la grande prairie du milieu (fr.) — przez wielką łąkę na środku [parku]. [przypis edytorski]

26. emblème de notre foi — znak naszej wiary. [przypis edytorski]

27. szoś tu je (ukr. gw.) — coś tu jest. [przypis edytorski]

28. A wsio taki ja najszoł (ukr.) — a jednak znalazłem. [przypis edytorski]

29. Là, voilà (fr.) — oto jest. [przypis edytorski]

30. Un jour sur un gros navire (...) ne revint pas (fr.) — pewnego dnia syn wsiadł na wielki statek i matka nie ujrzała już więcej swojego marynarza. [przypis edytorski]

31. Zygmunt Noskowski (1846–1909) — kompozytor, działacz kulturalny i pedagog muzyczny, propagator twórczości Chopina. [przypis edytorski]