Pycha

Spotykają razowych młodzieńców unerwione dziewice pszeniczne,

aniołowie o świeżym oddechu prezentują astralne ciała.

Wiem:

wplątałam się w dobro i zło

jak w stokrotną trójlistność koniczyn —

dzwonią jabłka wszelkiego poznania, pomieszane w łykowych kobiałach.

Więc mam pytać o drogę

do Ciebie

zabłąkana na snów skrzyżowaniach?

Tyle razy już oczy niebieskie czarną nocą uczerniał dzień.

Osiemnaście zrudziałych czerwców

nie usłyszy,

krzycząc,

pytania.

Osiemnaście zim nie usłyszy siwych zim głuchoniemych jak pień.

Babskie ciepłe języki liści trą i sypią słowa na wiatr,

fanatyczny wąż z aluminium wije gniazda na rajskim drzewie.

Nie wiem, Panie,

co dobre,

co złe —

w osiemnaście wpatrzona lat —

zasłuchana, surowa i baczna

coraz hardziej,

coraz mądrzej,

nie wiem.

Canticum canticorum7

Pienią się winne jagody,

Pachnący nard8

Ciężko zalewa sady.

Pasłam braciom mym trzody

W słoneczny skwar —

Dlatego jestem śniada.

Szumi noc granatowa,

Od żółtych gwiazd

Gore, popieli się niebo.

Oczy płonące chowam

W rzęs cyprysowy las

Jako sadzawki w Hazebon9.

„O, miła moja, otwórz!

Obiegłem sad,

Mam sypką rosę w kędziorach —

Usta mi twoje powtórz,

Bym znowu zgadł,

Czy piłaś jabłka z wieczora”.

„Jak mam tobie odemknąć

Skrzypiące drzwi,

Gdy suknie z siebie zewlekłam,

Matki mnie trzykroć przeklną,

A stada kóz

Nie dadzą słodkiego mleka”.

Noc granatowa szumi

I szczepki winnic rozchwiane,

I liście fig —

I wcale zasnąć nie umiem.

Bramy rozwieram drewniane —

— A miły znikł.

Szafranu i kasji wonność.

Olejek ściekł

I mirra10 ścieka na klamkę.

Ścieżka zaciera się wolno

Jak spruty ścieg.

Mrok czarnooki za gankiem.

Szukałam go — nie znalazłam.

Wołałam go

— Lecz mi się wcale nie ozwał.

(A piękny jest jako gwiazda,

Jak niebios dno —

Każdy go tedy rozpozna).

Zaklinam was, panny w wonnościach,

Przez sarnę z kniei,

Przez łanię nagłą jak zamach:

Nie szukajcie zawczasu miłości,

Nie budźcie jej,

Pokąd do was nie przyjdzie sama.