Choćbyś ofiarą padł smutnego losu,
Ale otrząśniesz sen śmiertelny z powiek
I w niebo wzlecisz z żałobnego stosu;
Na rączym koniu, w złocistej odzieży,
Z bawolim rogiem będziesz mknął przez knieje
I nawoływał do boju rycerzy.
Budząc w zwątpionych męstwo i nadzieję...
I tak przez wieki — aż pod twoją wodzą
W krwi i cierpieniu duchy się odrodzą.
Przez wejście z prawej strony wchodzi Butrym z kilku zbrojnymi, prowadząc za sobą Kunona i Konrada.