Bakczysaraj w nocy

Rozchodzą się z dżamidów pobożni mieszkańce1,

Odgłos izanu w cichym gubi się wieczorze,

Zawstydziło się licem rubinowém zorze,

Srébrny król nocy2 dąży spocząć przy kochance.

Błyszczą w haremie niebios wieczne gwiazd kagańce

Śród nich po safirowym żegluje przestworze

Jeden obłok, jak senny łabędź na jeziorze,

Pierś ma białą, a złotem malowane krańce.

Tu cień pada z ménaru i wierzchu cyprysa,