Pókiśmy mieli ciebie,
W domu było jak w niebie
U nas, i wieczorynki,
Z całej wsi chłopcy, dziewki,
Najweselsze zażynki,
Najhuczniejsze dosiewki,—
Niemasz cię! w domu pustynie!
Każdy, kto idzie, minie.
Zawiasy rdzewieje w sieni,
Mchem się dziedziniec zieleni;
Bóg nas opuścił, ludzie opuścili:
Niemasz, niemasz Maryli!

Przyjaciółka.

Tutaj, bywało, zranku
Nad wodą sobie stoim,
Ja o twoim kochanku,
Ty mi mówisz o moim.
Już więcej z sobą nie będziem mówili!
Niemasz, niemasz Maryli.

Któż mi zwierzy się szczerze,
Komuż się ja powierzę?

Ach! gdy z tobą, kochanie,
Smutku i szczęścia nie dzielę,
Smutek smutkiem zostanie,
Weselem nie jest wesele!


Słyszy to cudzy człowiek;
Wzdycha i łzy mu płyną;
Westchnął, otarł łzy z powiek
I dalej poszedł z wiciną.


DO PRZYJACIÓŁ,