Wtem u wrót szczęścia hałas się wzmaga,
Rozstąpiły się sług rzędy;
Nieznaną brankę wiódł Kyzlar-aga,
Skłonił się i rzekł: „Efendy!
„Którego jasność takiej jest mocy
Między gwiazdami dywanu,
Jak śród brylantów na szatach nocy
Ognisko Aldeboranu!
„Racz ku mnie błysnąć, gwiazdo dywanu!
Bom dobrych nowin tłumaczem:
Oto służebny wiatr z Lechistanu
Darzy cię nowym haraczem,
„Padyszach niema takiej krzewiny
W sadzie rozkoszy w Stambule;
Ona jest rodem z zimnej krainy,
Którą wspominasz tak czule.”
Tu gazę, co jej wdzięki przygasza,
Odsłonił;—cały dwór klasnął;
Spojrzał raz na nią trzytulny basza,
Wypuścił cybuch—i zasnął.
Chyli się na bok, turban mu spada,
Biega przebudzić—o dziwy!
Usta zsiniałe, twarz [śmiercią] blada,
Basza renegat nieżywy!
II.
„O dziwy! zgroza!—wołają janczary
I mędrce w prawie ćwiczeni.
Tę Nazaretkę, za okropne czary,
Zakopiem w stosie kamieni.
„Owóż to Hassan, ów renegat basza,
Sroższy nad lwa i tygrysa,
Co go nie tknęła żadna dziewa nasza
Ni Dżurdżystanu hurysa;