A! — co? — nie patrzy! zmarszczył brwi — spojrzał ukosem?

Ach! — Najjaśniejszy Panie — ach! — nie mogę głosem —

Głos mi zamarł — ach, dreszcz, pot, — ach! dreszcz ziębi, chłodzi. —

Ach, Marszałek! — co? do mnie odwraca się tyłem.

Tyłem, a! senatory, dworskie urzędniki!

Ach, umieram, umarłem, pochowany, zgniłem,

I toczą mię robaki, szyderstwa, żarciki.

Uciekają ode mnie. Ha! jak pusto! głucho.

Szambelan szelma, szelma! patrz, wyszczyrza zęby —

Dbrum — ten uśmiech jak pająk wleciał mi do gęby.