Wtem (o, gdy mię wspomnienia same nie zabiją!) Ksiądz wyrzekł drugie imię i krzyknął: „Niech żyją!”
wpatruje się jakby we drzwi
Ktoś dziękuje z uśmiechem... znam głos... pewnie ona.
Nie wiem pewnie... nie mogę widzieć za zwierciadłem,
Wściekłość mię oślepiła, poparłem ramiona,
Chciałem szyby rozsadzić... i bez duszy padłem...
po pauzie
Myślałem, że bez duszy... tylko bez rozumu!
KSIĄDZ
Nieszczęsny! dobrowolnych szukałeś męczarni.