KSIĄDZ
Ratujcie, przebóg, może jaka rada!
Ach, już, już kona, wbił do rękojeści,
Padł ofiarą szaleństwa!
GUSTAW
z zimnym uśmiechem
Przecież nie upada!
KSIĄDZ
chwyta za rękę
O zbrodnio! Boże, odpuść... Gustawie! Gustawie!
Ratujcie, przebóg, może jaka rada!
Ach, już, już kona, wbił do rękojeści,
Padł ofiarą szaleństwa!
z zimnym uśmiechem
Przecież nie upada!
chwyta za rękę
O zbrodnio! Boże, odpuść... Gustawie! Gustawie!