I wszystkich oczy nagle zwróciły się ku mnie,

A kapral ciągnął gwałtem, ażebym się schował;

Nie chciałem, tylkom stanął bliżej przy kolumnie.

Uważałem na więźnia postawę i ruchy: —

On postrzegł, że lud płacze patrząc na łańcuchy,

Wstrząsł nogą łańcuch, na znak, że mu niezbyt ciężył. —

A wtem zacięto konia, — kibitka runęła —

On zdjął z głowy kapelusz, wstał i głos natężył,

I trzykroć krzyknął: «Jeszcze Polska nie zginęła». —

Wpadli w tłum; — ale długo ta ręka ku niebu,