Bo ich twarze tchną głazem, jak Meduzy głowa,

Nad słotny deszcz jesienny zimniejsze ich słowa!

Co dzień z pamiątką nudnych postaci i zdarzeń

Wracam do samotności, do książek — [do] marzeń,

Jak podróżny, śród dzikiej wyspy zarzucony,

Co rana wzrok i stopę niesie w różne strony

Azali gdzie istoty bliźniej nie obaczy,

I co noc w swą jaskinią279 powraca w rozpaczy.

Szalony, niech ukocha swe samotne ściany

I nie targa łańcucha, by nie drażnić rany. —