Latarka prędko niesiona mignęła,

Coraz mniejszała, zakryta mgły mrokiem

Zdała się gasnąć; wtem nagle stanęła

W pośrodku pustek na placu szerokim.

Podróżny kroki podwoił, dobiega;

Na placu leżał wielki stos kamieni,

Na jednym głazie malarza spostrzega:

Stał nieruchomy pośród nocnych cieni.

Głowa odkryta, odsłonione barki,

A prawa ręka wzniesiona do góry,