Podeszli bliżej, on nie zwrócił oka,

Wyciągał powróz, który w wodę zwisał,

Wyciągnął, węzły zliczył i zapisał;

Zdawał się mierzyć, jak woda głęboka.

Odblask latarki odbity od lodu

Oblewa jego księgi tajemnicze

I pochylone nad świecą oblicze

Żółte, jak obłok nad słońcem zachodu:

Oblicze piękne, szlachetne, surowe.

Okiem tak pilnie w swojej księdze czytał,