Nie rozerwał milczenia; potem w czoło stukał,
Niby do wspomnień dawnych uśpionych w nim pukał,
Na koniec, gryząc palce, do krwi się zadrasnął
I na cały głos: «Dobrze, dobrze mi tak!» wrzasnął.
We dworze, gdzie przed chwilą tyle było krzyku,
Teraz pusto i głucho jak na mogilniku:
Wszyscy ruszyli w pole. Tadeusz nadstawił
Uszu i ręce do nich jak trąbki przyprawił;
Słuchał, aż mu wiatr przyniósł, wiejący od puszczy,
Odgłosy trąb i wrzaski polującej tłuszczy.