Przeprowadzała księdza; on już był za drzwiami.

On już pierwej przez okno ujrzał Tadeusza,

Który leciał gościńcem, w cwał, bez kapelusza,

Z głową schyloną, bladym, posępnym obliczem,

A konia ustawicznie bódł i kropił biczem.

Ten widok bardzo księdza bernardyna zmieszał,

Więc za młodzieńcem kroki szybkimi pośpieszał

Do wielkiej puszczy, która, jako oko sięga,

Czerniła się na całym brzegu widnokręga275.

Któż zbadał puszcz litewskich przepastne krainy,