I ogląda sam siebie, jak w żupanie białym,

W granatowym kontuszu stał przed trybunałem,

Jedna ręka na szabli, a druga do stoła,

Przywoławszy dwie strony, «Uciszcie się!» woła.

Marząc i kończąc pacierz wieczorny, pomału

Usnął ostatni w Litwie woźny trybunału.

Takie były zabawy, spory w one lata

Śród cichej wsi litewskiej, kiedy reszta świata

We łzach i krwi tonęła; gdy ów mąż, bóg wojny,

Otoczon chmurą pułków, tysiącem dział zbrojny,