Aż trąby, bębny dały znak nareszcie:

Jazda, piechota, długich kolumn dwieście

Płyną i toną w głębi ulic miejskich —

Jakże zmienione, niepodobne wcale

Do owych bystrych potoków alpejskich,

Co rycząc mętne walą się po skale,

Aż w jezior jasnym spotkają się łonie

I tam odpoczną, i oczyszczą wody,

A potem z lekka nowymi wychody

Błyskają, toczą szmaragdowe tonie. —