Ci, co na lewo, w żałobne opony,

Szli ze świecami w dół obróconemi;

Świece gorzały płomieniem do ziemi,

Jak złote strzały.

A ci bez światła szli, co po prawicy,

Każdy z nich w ręku niósł kwiat zamiast świécy.

Spojrzałem w twarze: są i mnie znajome;

Zląkłem się, wszystkie jak głaz nieruchome.

Wtem jedna osoba wyszła z prawej strony,

Kobieta świeci okiem przez zasłony.