Późne uczułam wyrzuty;

Lecz ani sposób wynagrodzić zgubę,

Ani czas został pokuty.

«Raz, gdy się w północ z rodzicami bawię,

Wzmaga się hałas, szum, świsty:

Przyleciał Józio, w straszliwej postawie,

Jak potępieniec ognisty.

«Porwał, udusił gęszczą dymnych kłębów,

W czyścowe rzucił potoki,

Gdzie pośród jęku i zgrzytania zębów,