Nie wiedzieli, jak to się stało, ale nagle przy tych dwojgu na brzegu rowu usiadła drobna kobiecina. Wyglądała zabawnie. Na głowie zawiązała szal i była tak mała i chuda, że zdawało się, że zaraz zniknie w swej szarej sukience. Spod szala wystawała para przyjaznych, radosnych oczu.

— Tu się chyba płacze — odezwała się gaworzącym głosem, jak mówi się do dzieci. — Luli, nie płaczemy! Radosne miny! Patrz, babinka nie płacze.

Benjamin roześmiał się na te życzliwe słowa.

— Co masz w tobołku? — spytał.

Położyła obok siebie wielki pakunek. Zacisnęła usta.

— A zgadnij!

Benjamin zmarszczył czoło.

— Chleb — wypalił. Zawsze chciało mu się jeść.

Kobiecina potrząsnęła głową.

— Może zabawki na sprzedaż? — odezwała się Inga, której łzy powoli wysychały.