jest mokra i krótka. Ma zapach zmurszałych desek
i pleśni, która jest tu wpisana we wszystko.
Tylko kiedy piszę moja głowa jest lampą,
radioaktywnym grzybem, wahadełkiem nad żyłką
światła. Czasami dom wpuszcza gwiazdę, pleśń
cofa i da się wierzyć w boga, że ma skórę
z ciasta i zamieszkamy w niej razem, choćbyśmy żyli
jak teraz — w całkiem innych bajkach.