krótkiej smyczy — na krzesłach w poczekalniach

lubię siadać po kimś, kto mi zliże cukier

z łyżek obojczyków. I żyć na niby, na brudno

w połowie drogi skądś dokądś. Bo lubię

ścieżki dźwiękowe, puste studia filmowe,

w których sypie się plan. Nadpobudliwość miasta

znam jak topiki w tropikach.

Kiedy do mnie mówisz, rozdaję światło

i można mną leczyć, można mną prasować,

w nagrodę mnie karze czerwony brylancik