Nikt nie zdołał oprzeć się potędze władcy wina; pokonywał naród po narodzie, zmusił do hołdu krańce ziemi, dalekie Indie, i w triumfie powracał do rodzinnej Grecji. Zatrzymawszy się na wyspie Naksos, spotkał tam królewnę Ariadnę, córkę króla kreteńskiego Minosa, pogrążoną w wielkim smutku i żalu z powodu ateńskiego królewicza Tezeusza, który ją, swą narzeczoną, w tym miejscu porzucił. Dionizos ofiarował Ariadnie swą rękę, którą też po krótkim namyśle przyjęła. Bóg wina ofiarował jej sporządzony przez Hefajstosa piękny diadem ślubny, który rzucony w górę podczas uroczystości zaślubin, zamienił się w gwiazdy i błyszczy jako konstelacja Korony na niebie. Odtąd Ariadna zasiadała u jego boku na królewskim rydwanie, otwierającym pochód armii Dionizosowej.

Dionizos, sprawca wesołości, umiał jednak być strasznym mścicielem, gdy spotkał się z takimi, którzy ubliżali jego czci. Gdy na przykład przybył do Teb, swego rodzinnego miasta, mieszkańcy wyszli mu naprzeciw, słali kwiatami jego drogę, składali mu ofiary i wykonywali wszystkie obrzędy należne jego czci. Tylko król opierał się posłannictwu Dionizosa, wahał się uznać go za boga i nie brał udziału w ofiarach. Spowodowany jednak ciekawością, wyszedł z miasta na miejsce, gdzie odbywały się uroczystości. Wtedy rozgniewany bóg zamienił go w dzikiego zwierza. W mgnieniu oka otoczyły króla i rzuciły się na niego porwane szałem menady, między nimi jego własna matka i ciotki, i rozszarpały go na kawałki.

W innym mieście także obchodzono uroczystość na cześć Dionizosa. Brali w niej udział wszyscy co do jednego obywatele, nawet żadna z kobiet nie pozostała w domu. Tylko trzy siostry, królewny, nie wyszły z pałacu, lecz jak zawsze zajmowały się krosienkami, swą ulubioną robotą, i zatrzymały w domu dziewczęta służebne, aby im pomagały. Zaczęły ponadto drwić sobie z ubrań bachantek, z tyrsów, którymi wywijają, z lamparcich i tygrysich skór, okrywających towarzyszki boga, z bluszczowych i winnych wieńców, które ocieniają ich skronie. Nic nie pomogły upomnienia rodziców, groźby kapłanów. Wkrótce jednak w ślad za występkiem zjawiła się i kara za tak zuchwałe lekceważenie potężnego bóstwa. Nagle pałac zadrżał w posadach; nieszczęsne kobiety ujrzały dokoła siebie ogień i dym — chcą uciekać. Wtem obrzydliwa skóra okrywa ich ciała, na ramionach rozpinają się jakieś błony, niby skrzydła. Ziemia znika im spod stóp, unoszą się w powietrzu; chcą mówić, tylko pisk wydobywa się z ich piersi. Piękne królewny zamienione zostały... w szpetne nietoperze!

Uroczystości na cześć Dionizosa lud obchodził bardzo wesoło; czas, w którym się odbywały, i należne obrzędy były w różnych krainach i miejscach różne, lecz obok ofiar wszędzie nieodłączne od świąt dionizyjskich były wino, wesołość i żarty. W Attyce obchodzono corocznie na cześć Dionizosa cztery święta, z których najwcześniejsze były Dionizje Małe, czyli wiejskie, a ostatnie Dionizje Wielkie, czyli miejskie. W czasie Dionizjów Małych spijano moszcz89, zabawiano się wesołymi tańcami, rozmaitymi figlami. Tak np. chłopcy skakali na jednej nodze po workach napełnionych winem, a pomazanych śliskim olejem. Z największą wystawnością odbywało się sześciodniowe święto Dionizjów Wielkich, czyli miejskich. Święto to ściągało do Aten bardzo wiele ludu, nie tylko z bliższej okolicy, lecz nawet z dalekich stron. Prastary posążek Dionizosa obnoszono po mieście i ustawiano go z powrotem na zwykłym miejscu; w czasie tej uroczystej procesji chóry śpiewały na cześć boga hymny stworzone przez pierwszorzędnych poetów i muzyków.

Z pieśni śpiewanych podczas świąt dionizyjskich i z żartów, jakie wtedy wyprawiano, powstał i rozwinął się z biegiem czasu teatr grecki, tak tragedie, jak i komedie. To było też powodem, że właśnie podczas świąt dionizyjskich odbywały się przedstawienia teatralne i że na samym środku wnętrza każdego teatru znajdował się ołtarz Dionizosa. Stałych bowiem widowisk teatralnych, do których dzisiaj się przyzwyczailiśmy, na które można uczęszczać co dzień, Grecy nie znali; budynki teatralne istniały wprawdzie, lecz przedstawienia odbywały się tylko w dniach świątecznych, zwłaszcza, jak powiedzieliśmy, podczas świąt dionizyjskich.

Sztuka przedstawiała Dionizosa najczęściej jako młodzieńca o pełnych, miękkich kształtach; długie, bujne sploty, opięte przepaską, spływają mu z głowy uwieńczonej winoroślą lub bluszczem; ręka trzyma tyrs lub puchar. Często przedstawiony jest na płaskorzeźbach nie sam, lecz z całym swym orszakiem.

Niekiedy artyści wyobrażali Bachusa w postaci dojrzałego mężczyzny o pogodnych rysach, z brodą i włosami pięknie ułożonymi, odzianego w szeroką szatę, sięgającą do stóp.

Do naszych czasów zachowała się w Atenach budowla z r. 334 przed Chr., tak zwany pomnik Lizykratesa, bowiem z jego polecenia i na jego koszt został wzniesiony. Dzisiejsi Ateńczycy nazywają ten pomnik Latarnią Demostenesa90 i opowiadają, że ten znakomity mówca przesiadywał samotnie we wnętrzu tego budynku i studiował. Na czworobocznej podstawie wznosi się okrąg z sześciu kolumn korynckich, nad nimi biegną architraw i fryz, a całość zamyka kopuła, na której w fantastyczny sposób ustawiony był trójnóg.

Fryz pomnika Lizykratesa przedstawia w szeregu licznych postaci następujące podanie o Dionizosie. Pewnego dnia Dionizos, bardzo jeszcze młody, stał na brzegu morza odziany w drogą purpurową szatę. Rozbójnicy morscy, którzy właśnie przepływali obok, wzięli go za syna królewskiego, wypadli na ląd i porwali go, spodziewając się obfitego okupu. Chcą go wiązać — kajdany nie chwytają się bóstwa i opadają. Wtedy sternik poznał, że to z bogiem sprawa; lecz na próżno namawiał towarzyszy, aby go czym prędzej puścili na wolność, śmiali się tylko z tak niedorzecznej, jak sądzili, rady. Wtem okręt zapełnił się złotym winem, a dokoła zaczęły wyrastać zielone gałązki winne; na miejscu zaś pojmanego młodzieńca zjawił się groźny lew. Zwierz ze straszną wściekłością rzucił się na herszta nikczemnej zgrai; inni zbójcy, przerażeni, skoczyli do morza, lecz nie wydostali się już z niego — bo obrażony bóg przemienił ich w delfiny. Sam tylko sternik pozostał przy życiu i poświęcił się jako kapłan czci Dionizosa. Powyższa rycina (ryc. 33), przedstawiająca Dionizosa karmiącego panterę, wyjęta jest właśnie z fryzu pomnika Lizykratesa.

Do orszaku Dionizosa przyłączał się także Pan, bóg lasów i pastwisk. Miał on różki na głowie, kozią brodę, krzywy nos, kozi ogonek i kozie nogi, a na całym ciele pokryty był włosami (ryc. 34). Pan lubił przebywać na łąkach i w lasach, to kryjąc się w cienistym ustroniu, to pasąc trzodę na polanie, to przyłączając się do towarzystwa nimf górskich, którym przygrywał do tańca na ulubionej fujarce. Pan miał od swoją opieką dziką zwierzynę, stada i pszczoły, to on wieńczył powodzeniem łowy myśliwych i połowy rybaków. Nieraz jednak, gdy schowany w zaroślach przerwie ciszę leśną swym przeraźliwym głosem, przejmuje ludzi nagły strach, nazywany od niego strachem panicznym. Taki to strach przejął Persów w bitwie maratońskiej91, a wieść niosła, że wówczas właśnie Pan tak przeraził barbarzyńców. Dlatego poświęcono mu jaskinię w pobliżu pobojowiska maratońskiego, a drugą w skale, na której wznosił się gród ateński.