— Niedobrze pani zrobi — odpowiedział Villefort ze znaczącym spojrzeniem. — Koniecznie musi się tam pani pokazać.
— W takim razie będę.
Pani Danglars pojawiła się, jaśniejąc nie tylko urodą, ale i przepychem toalety; weszła na salę dokładnie w tym momencie, kiedy Mercedes wracała z ogrodu.
Hrabina wysłała Alberta na powitanie pani Danglars; Albert podszedł, i wziąwszy ją pod rękę, zaprowadził na wybrane przez nią miejsce.
Albert obejrzał się wokoło.
— Z pewnością szuka pan mojej córki — rzekła z uśmiechem baronowa.
— Czyżby była pani tak okrutna, by jej z sobą nie przyprowadzić?
— Proszę się nie martwić, spotkała pannę de Villefort i idą razem, tuż za nami; oto i one w białych sukniach, jedna z bukietem kamelii, druga z bukietem niezapominajek; ale niech mi pan powie...
— A kogóż pani tym razem wypatruje? — zapytał z uśmiechem Albert.
— Czy będzie dziś u państwa hrabia de Monte Christo?