I bankier zwrócił się z uśmiechem w stronę młodego Cavalcantiego.

Albert tymczasem pozostawił hrabiego, aby porozmawiać z matką. Danglars również odszedł, by przywitać się z młodym Cavalcantim. Tym sposobem Monte Christo pozostał na chwilę sam.

Upał coraz bardziej dawał się we znaki. Lokaje krążyli po salonach z tacami pełnymi owoców i lodów.

Monte Christo starł chustką pot z twarzy; ale cofnął się, gdy lokaj podsunął mu tacę i nie wziął nic, aby się orzeźwić.

Pani de Morcerf nie odrywała wzroku od Monte Christa; widziała, jak zignorował poczęstunek na tacach; dostrzegła nawet sposób, w jaki się wycofał.

— Albercie — rzekła. — Czy zauważyłeś pewną rzecz?

— Cóż takiego, matko?

— Że hrabia nigdy nie dał się zaprosić do nas na obiad.

— No tak, ale był u mnie na śniadaniu, tym śniadaniem zapoczątkował swoje wejście do towarzystwa paryskiego.

— U ciebie, ale nie u nas — szepnęła Mercedes. — Od chwili, gdy tu wszedł, bacznie go obserwuję.