I dał znak Hayde.
— Bądź pozdrowiony, przyjacielu, który przychodzisz z moim panem i władcą — rzekła dziewczyna najczystszą mową toskańską z łagodnym akcentem rzymskim, co uczyniło z języka Dantego mowę tak dźwięczną jak mowa Homera. — Ali! Podaj kawę i fajki.
Hayde skinęła na Alberta, aby się zbliżył, Ali tymczasem odszedł, by spełnić rozkazy swej młodej pani.
Monte Christo wskazał Albertowi dwa składane krzesełka, które przysunęli do małego okrągłego stolika. Pełno było na nim kwiatów, rysunków i nut, a pośród tego wszystkiego leżało nargile.
Ali wrócił z kawą i fajkami; do tych pokojów Baptyście nie wolno było wchodzić.
Albert nie przyjął fajki, którą podał mu Nubijczyk.
— Ależ proszę, niech pan zapali — rzekł Monte Christo. — Hayde jest wychowana prawie jak paryżanka; nie lubi cygar hawańskich ze względu na ich nieprzyjemną woń, ale tytoń wschodni ma piękny zapach, sam pan wie.
Filiżanki z kawą już czekały; cukiernicę podano tylko Albertowi. Monte Christo i Hayde pili napar na sposób arabski — bez cukru.
Hayde wyciągnęła rękę i końcami swoich drobnych, różowych i smukłych palców wzięła filiżankę z japońskiej porcelany, podniosła ją do ust rozkoszując się naiwnie kawą, jak dzieci, gdy jedzą lub piją coś, co szczególnie lubią.
W tej samej chwili weszły dwie służące z tacami pełnymi lodów i sorbetów, stawiając je na dwóch niskich, przeznaczonych do tego stoliczkach.