— Dla nas nie, panie Morrel.

— Dobrze, idź już, idź, kochany Edmundzie, nie zatrzymuję cię dłużej. Dosyć się napilnowałeś moich interesów, załatwiajże teraz swoje sprawy. Może ci trzeba pieniędzy?

— Nie, dziękuję, oszczędziłem sobie dosyć w czasie podróży, mam całą trzymiesięczną gażę.

— Jesteś porządnym chłopcem, Edmundzie.

— Pan wie, że mój ojciec jest ubogi — odpowiedział Dantès.

— O, wiem, wiem, żeś dobry syn jak rzadko, spieszże więc do ojca. Ja także mam syna i nie byłbym bardzo zobowiązany temu, kto by go chciał zatrzymać z dala ode mnie po trzymiesięcznej podróży.

— Żegnam więc pana — odrzekł młodzieniec, kłaniając się.

— Bywaj zdrów — jeśli mi nic więcej nie masz do powiedzenia.

— Nie.

— Kapitan Leclère nie poruczył ci przed śmiercią żadnego listu do mnie?