— Czego to szukasz, mój piękny chłopcze? — spytała handlarka owocami siedząca naprzeciwko.

— Pana Pailletin byłego piekarza, mateczko — odpowiedział Andrea.

— W głębi podwórza, na lewo, trzecie piętro.

Andrea poszedł we wskazanym kierunku, a na trzecim piętrze pociągnął z uczuciem rozdrażnienia za zajęczą łapkę wiszącą u drzwi. Odezwał się dzwonek.

Po chwili w okratowanym okienku pojawił się Caderousse.

— O, jesteś punktualny.

I odsunął rygiel.

— E, do diabła! — rzekł, wchodząc, Andrea.

Rzucił czapką od liberii, a że nie trafił na krzesło, czapka upadła na ziemię i potoczyła się po pokoju.

— No, no, mój mały, nie złość się — rzekł Caderousse. — Widzisz, pomyślałem o tobie, no popatrz tylko, przygotowałem ci śniadanko; same rzeczy, za którymi przepadasz, ale pal licho!