— I co z tego?

— Mogliby okraść cały dom, a on nie usłyszy nawet szmeru.

— Kto mógłby to zrobić?

— No, rabusie.

— Głupiec z ciebie, mości Baptysto. Złodzieje mogliby okraść mój dom, a i tak mniej wyprowadziłoby mnie to z równowagi, niż gdyby źle wykonano jakiś mój rozkaz.

Baptysta skłonił się.

— Słyszałeś — rzekł hrabia. — Masz przywieźć tu wszystkich swoich kolegów, co do jednego, ale niech wszystko w domu zostanie bez zmian, pozamykajcie tylko okiennice na parterze.

— A na piętrze?

— Wiesz przecież, że nigdy nie są zamykane. Odejdź!

Hrabia zapowiedział, że zje obiad u siebie i że chce by usługiwał mu tylko Ali. Zjadł ze spokojem obiad — i ze zwykłą sobie wstrzemięźliwością; po obiedzie dał znak Alemu, aby poszedł za nim. Wyszli przez furtkę i spacerowym krokiem przeszli przez Lasek Buloński na drogę do Paryża. O zmroku stanęli naprzeciw domu na Polach Elizejskich.