— Dobrze — rzekł Albert. — Chodźmy do niego. Lubię go.

84. Podróż

Monte Christo aż krzyknął z radości, widząc, że młodzieńcy przyszli razem.

— No, spodziewam się, że wszystko już skończone i wyjaśnione?

— Tak — odpowiedział Beauchamp. — Niedorzeczne pogłoski przycichły same, a jeśli zaczęłyby się znowu szerzyć, we mnie znalazłyby największego przeciwnika. Nie mówmy więc już o tym.

— Niech Albert powie panu — rzekł hrabia — że dałem mu taką właśnie radę. Ale dobrze, że tu jesteście, bo spędziłem dzisiaj tak fatalny ranek, jaki mi się jeszcze nie zdarzył.

— Ale co pan robi? — spytał Albert. — Porządkuje pan swoje papiery?

— Moje? Dzięki Bogu nie! W moich papierach jest zawsze porządek, po prostu dlatego, że ich nie mam. To papiery pana Cavalcanti.

— Jakiego pana Cavalcanti? — zapytał Beauchamp.

— A tak! Nie wiesz? To młody człowiek, którego pan hrabia wprowadza do towarzystwa. — wyjaśnił Morcerf.