— Biedaku, czekałem na ciebie.
— Dlatego jestem. Nie pytam cię, mój drogi, czy to ty wyjawiłeś komuś tę tajemnicę, bo wiem, że jesteś dobry i lojalny. Nie traćmy więc czasu na czcze gadanie. Nie domyślasz się, skąd mógł paść ten cios?
— Powiem ci to zaraz w dwóch słowach.
— Dobrze, ale przede wszystkim opowiedz mi dokładnie historię tej nikczemnej zdrady.
Beauchamp opowiedział Albertowi wszystkie wypadki, które tu pokrótce przytaczamy.
Artykuł ukazał się przed dwoma dniami, nie w dzienniku Beauchampa, ale w gazecie rządowej, co nadało całej sprawie jeszcze większej wagi. Beauchamp jadł właśnie śniadanie, gdy spostrzegł notatkę w gazecie. Posłał natychmiast po dorożkę i nie dokończywszy śniadania, pojechał do redakcji gazety rządowej.
Chociaż miał zupełnie inne poglądy polityczne niż redaktor naczelny owego dziennika, byli szczerymi przyjaciółmi, co zdarza się czasem, a nawet całkiem często.
Redaktor czytał właśnie gazetę i wyraźnie zachwycał się artykułem o cukrze buraczanym. Notka owa zapewne wyszła spod jego własnego pióra.
— Bardzo dobrze! — rzekł Beauchamp. — Ponieważ masz w ręku własną gazetę, nie muszę ci mówić, co mnie tu sprowadza.
— Chyba nie jesteś zwolennikiem trzciny cukrowej?