— Przyjacielu — rzekł Albert z dumnym uśmiechem — tego właśnie teraz pragnę. Największym szczęściem, o jakim teraz marzę, to zginąć za ojca. Ta śmierć ocaliłaby nas wszystkich.
— Twoja biedna matka nie przeżyłaby tego!
— Biedaczka — szepnął Albert, przeciągając ręką po oczach. — Wiem o tym. Ale lepiej, by umarła z bólu niż ze wstydu.
— To znaczy, że już postanowiłeś?
— Tak.
Wsiedli do powozu i kazali się zawieźć na Pola Elizejskie.
Beauchamp chciał sam pójść do hrabiego, Albert jednak wytłumaczył mu, że w tak ważnej sprawie można odstąpić od kodeksu, rządzącego pojedynkami.
Młodzieniec działał w tak świętej sprawie, że Beauchamp nie miał wyjścia i posłusznie podporządkowywał się jego woli. Teraz również mu ustąpił — i poszedł za nim.
Albert minął domek portiera i wpadł na ganek. Powitał go Baptysta.
Hrabia rzeczywiście wrócił do Paryża, ale brał akurat kąpiel i nie pozwolił wpuszczać do siebie nikogo, nawet gdyby to był papież.