— Choć policja królewska jest tak fatalna, zna jednak jeden straszliwy fakt.
— Jaki?
— Rysopis człowieka, który rankiem, tego dnia, gdy zniknął generał Quesnel, był u niego w domu.
— A więc zna jego rysopis ta zacna policja? I jakże on brzmi?
— Cera śniada, włosy, brwi, faworyty czarne, surdut granatowy, zapięty pod szyję, rozetka krzyża Legii Honorowej w klapie, kapelusz z szerokim rondem i laska trzcinowa.
— Ho, ho, wiedzą to wszystko? — rzekł Noirtier. — I czemuż w takim razie nie schwytali go natychmiast?
— Ponieważ wczoraj lub przedwczoraj stracili jego ślad na ulicy Coq-Héron.
— A nie mówiłem ci, że wasza policja to banda durniów?
— Tak, ale dziś lub jutro mogą go znaleźć.
— Tak — rzekł Noirtier, rozglądając się beztrosko wokół. — Tak, jeżeli nikt tego człowieka nie ostrzegł, ale on wie o wszystkim — dodał z uśmiechem — i zmieni natychmiast twarz i ubiór.