Lecz Eugenia, zamiast pochylić się pod nagłym ciosem, wyprostowała się.
— Bankructwo! — rzekła.
— Trafiłaś na dobre wyrażenie, córeczko — rzekł Danglars, wbijając sobie paznokcie w pierś, ale na jego pospolitej twarzy nadal gościł uśmiech, który dowodził nie braku inteligencji, lecz uczuć. — Właśnie tak, bankructwo.
— Ach! — szepnęła Eugenia.
— Tak, jestem zrujnowany! Teraz znasz ową okropną tajemnicę, jak powiada któryś poeta tragiczny. A teraz, córko, powiem ci, jak można zmniejszyć to nieszczęście dzięki tobie, i to nie ze względu na mnie, ale na ciebie.
— O, złym jesteś fizjonomistą, ojcze — zawołała Eugenia — jeśli przypuszczasz, że przez wzgląd na siebie opłakuję to nieszczęście, które mi przedstawiasz. Że nie mam majątku? A cóż mnie to obchodzi? Czyż nie mam nadal mojego talentu? Czyż nie mogę jak panie Pasta, Malibran czy Grisi zarobić tyle, ile byś mi nigdy nie potrafił dać — to jest sto czy sto pięćdziesiąt tysięcy renty, które zawdzięczałabym tylko sobie? A zdobywałabym te pieniądze wśród oklasków, braw i kwiatów, nie jak te nędzne dwanaście tysięcy, które ojciec daje mi, patrząc na mnie krzywo i wyrzucając mi rozrzutność. A gdybym nawet nie miała tego talentu, w który wątpisz, bo widzę, że się uśmiechasz, czyż nie zostaje mi moje szaleńcze przywiązanie do niezależności? Zastąpi mi wszelkie skarby, a jest u mnie silniejsze niż instynkt samozachowawczy.
O nie, nie smucę się ze względu na siebie, zawsze sobie jakoś poradzę. Książki, ołówki, fortepian, to wszystko kosztuje niewiele i zawsze będę miała do tego dostęp. Myślisz może, że martwię się przez wzgląd na matkę? Mylisz się. Jeśli aby nie jestem w błędzie, matka zabezpieczyła się dobrze przed katastrofą, która ci grozi, a która jej nawet nie dotknie. Nic jej się nie stanie, jestem pewna, miała czas się zajmować pomnażaniem swojego majątku, bo nie zajmowała się mną. Zostawiła mi dzięki Bogu zupełną swobodę, pod pretekstem, że kocham wolność.
O nie, ojcze, od dzieciństwa działo się na moich oczach zbyt wiele i zbyt dobrze to rozumiałam, aby taka katastrofa wywarła na mnie większe wrażenie, niż na to zasługuje. Odkąd pamiętam, nikt mnie nie kochał, tym gorzej! Doprowadziło to do tego, że i ja nikogo nie kocham — tym lepiej! Oto moje wyznanie wiary.
— A zatem, moja panno, postanowiłaś mnie pogrążyć ostatecznie w ruinie? — wycedził Danglars blady z gniewu, który bynajmniej nie wynikał z urażonych ojcowskich uczuć.
— Ja miałabym cię pogrążyć? Nie rozumiem?