— Proszę mówić.

— Posag mojej żony ma wynosić pół miliona liwrów. Czy wypada, abym go odebrał, czy też mam go zostawić u notariusza?

— Jeśli rzeczy mają się odbyć tak jak trzeba, na ogół dzieje się tak: przy podpisaniu intercyzy notariusze umawiają się na spotkanie nazajutrz. I nazajutrz wręczają sobie nawzajem posagi i pokwitowania; następnie, po ślubie oddają te miliony do dyspozycji panu, jako głowie rodziny.

— Bo słyszałem — rzekł Andrea ze źle skrywanym niepokojem — że mój teść ma zamiar ulokować te pieniądze w koncesji na kolej, o której pan przed chwilą mówiłeś.

— Cóż, wszyscy zapewniają, że to sposób, aby potroić ten kapitał w ciągu jednego roku. Pan Danglars to dobry ojciec, umie liczyć.

— No, no, a więc wszystko idzie jak najlepiej — rzekł Andrea — i tylko pańska odmowa rani mi serce.

— Proszę ją przypisać jedynie skrupułom, zupełnie naturalnym w podobnych okolicznościach.

— Cóż robić, niech już tak zostanie. A więc do zobaczenia o dziewiątej.

— Do zobaczenia.

I pomimo lekkiego oporu hrabiego, który na zbielałych ustach zachował jednak konwencjonalny uśmiech, Andrea pochwycił go za rękę, uścisnął ją, wskoczył do faetonu i zniknął.