— Fuj! A kogóż tu, do diabła, trzymacie? — zapytał inspektor, zatrzymując się w połowie drogi.

— Spiskowca, jednego z najniebezpieczniejszych; uprzedzono nas, że to człowiek gotów na wszystko.

— Sam jeden siedzi?

— Naturalnie.

— Od jak dawna?

— Od roku chyba.

— I siedzi w lochu od początku?

— Nie, panie, od chwili, gdy chciał zabić dozorcę, który mu przynosił codziennie żywność.

— Chciał zabić dozorcę?

— Tak, proszę pana, tego tutaj, który oświetla nam drogę. Nie tak, Antoni?