Baronowa zbladła.
— Tak sobie pani w duchu powiedziałaś, prawda?
— No cóż, przyznaję.
— A więc odpowiem pani na to.
Villefort przysunął swój fotel do krzesła pani Danglars, oparł dłonie o biurko i powiedział przytłumionym głosem:
— Istnieją przestępstwa, które uchodzą bezkarnie, bo nie można wykryć zbrodniarza, a strach poświęcić niewinną głowę zamiast winnej. Ale gdy zbrodniarz zostanie odkryty — Villefort wyciągnął rękę w kierunku krucyfiksu wiszącego naprzeciw jego biurka — gdy zbrodniarz zostanie odkryty — powtórzył — przysięgam pani na Boga, że kimkolwiek jest, zginie. A teraz, gdy złożyłem przed panią tę przysięgę i oświadczyłem, że przysięgi dotrzymam, wciąż chce mnie pani prosić o łaskę dla tego nędznika?
— Jest pan pewien, że jest on winny przestępstw, o które się go obwinia?
— Proszę, oto są jego papiery: „Benedetto, skazany w szesnastym roku życia na pięć lat galer za fałszerstwo”. Jak pani widzisz, ten obiecujący młodzieniec uciekł, a następnie został zbójcą.
— Ale kim jest ten nieszczęśnik?
— Któż to może wiedzieć? To jakiś włóczęga, Korsykanin.