— Dziękuję księdzu, bardzo dziękuję. A zatem, skoro ksiądz przystąpił już do swoich obowiązków, niechże ksiądz zechce teraz czuwać przy umarłej, a cała rodzina będzie księdzu niezmiernie wdzięczna.
— Już idę, proszę pana. I ośmielę się powiedzieć, że moje modlitwy są wyjątkowo żarliwe.
D’Avrigny wziął księdza pod rękę i (nie spotkali po drodze Villeforta), zaprowadził go prosto do pokoju Valentine. Ludzie przygotowujący zmarłych do pogrzebu mieli przyjść dopiero wieczorem.
Gdy ksiądz wszedł do pokoju, Noirtier popatrzył na niego i widać, musiał wyczytać w oczach księdza coś szczególnego, gdyż od tej chwili nie spuszczał utkwionego w nim spojrzenia.
D’Avrigny polecił opiece księdza nie tylko umarłą, ale i starca, ksiądz zaś przyrzekł modlić się za Valentine i zająć Noirtierem.
Obietnica ta była solenna — a że ksiądz nie chciał, by przeszkadzano mu w modłach, a panu Noirtier w bolesnej kontemplacji, zaryglował drzwi nie tylko za panem d’Avrigny, ale i drzwi prowadzące do pokojów pani de Villefort.
103. Podpis Danglarsa
Nazajutrz ranek był smutny i ponury.
Żałobnicy dopełnili swojego obowiązku i w nocy zaszyto zmarłą w całun.
Cokolwiek by się mówiło o tym, że śmierć zrównuje ludzi, całun może być ostatnim świadectwem zbytku, jakim zmarły otaczał się za życia.