— Dlaczego mi pan mówisz o ojcu? — wybełkotał. — Dlaczego mieszasz jego wspomnienia z tym, co dziś przeżywam?
— Ponieważ to ja ocaliłem życie twojemu ojcu w chwili, gdy się chciał zabić, tak jak ty dzisiaj; ponieważ to ja przysłałem twojej siostrze sakiewkę, a twojemu ojcu „Faraona”. I ponieważ nazywam się Edmund Dantès i na moich kolanach bawiłeś się w dzieciństwie.
Morrel cofnął się jeszcze o krok, chwiejnie, bez tchu, zdruzgotany; nagle zabrakło mu sił — krzyknął i osunął się na ziemię u stóp Monte Christa.
Po chwili jednak odezwała się w nim jego silna natura: otrząsnął się, podniósł i wypadł z pokoju na schody, krzycząc przeraźliwie:
— Julio! Julio! Emanuelu! Emanuelu!
Monte Christo chciał rzucić się za nim, ale Maksymilian przytrzymywał drzwi ze wszystkich sił.
Na jego krzyk przybiegli przestraszeni Julia, Emanuel, Penelon i kilku służących.
Morrel chwycił ich za ręce i otwierając drzwi, zawołał:
— Klęknijcie — głos dławiło mu łkanie — klęknijcie! To nasz dobroczyńca, to on ocalił ojca! To...
Już miał powiedzieć: