— Jadło jak w każdym więzieniu — jest fatalne. Co do mieszkania, to widzi pan, że jest wilgotne i niezdrowe, jednak jak na loch całkiem przyzwoite. Ale nie o to teraz idzie; chcę uczynić rządowi niezmiernie ważną i szczególnie godną uwagi propozycję.

— Ot, i jesteśmy w domu — szepnął komendant do inspektora.

— I właśnie dlatego cieszę się, że pana widzę, chociaż przeszkodziłeś mi nieco w bardzo ważnych obliczeniach, które, jeśli się powiodą, mogą zmienić system Newtona. Czy możesz mi pan udzielić posłuchania na osobności?

— A co, nie mówiłem? — rzekł komendant do inspektora.

— Znasz pan dobrze swojego pensjonariusza, jak widzę — odrzekł inspektor z uśmiechem, po czym zwrócił się do Farii:

— Żąda pan ode mnie rzeczy niemożliwej.

— A jednak, gdyby chodziło o pozyskanie dla rządu niezmiernej sumy, na przykład pięciu milionów?...

— Słowo daję — rzekł inspektor, obracając się do komendanta. — Przepowiedziałeś pan wszystko, nawet sumę.

— Zresztą — zawołał szybko ksiądz, widząc, że inspektor zbiera się do odejścia. — Nie musimy koniecznie być sam na sam; pan komendant może być obecny przy naszej rozmowie.

— Na nieszczęście, drogi księże — rzekł komendant — znamy już na pamięć, co chcesz powiedzieć. Wszak chodzi o skarby, prawda?