— Daleko ten twój skarb? — zapytał.

— Stąd będzie ze sto mil — rzekł Faria.

— Nieźle pomyślane — powiedział komendant. — Gdyby tak każdy więzień chciał odbywać takie stumilowe spacerki ze swoimi stróżami, a stróże zgadzaliby się na to, więzień miałby doskonałą sposobność, aby wziąć nogi za pas. A podczas takiej podróży na pewno nadarzyłaby się niejedna okazja do ucieczki.

— To znany sposób — dodał komendant — i nasz księżulo nie może sobie nawet przyznać pierwszeństwa.

I zwrócił się do Farii:

— Pytałem księdza, czy cię tu dobrze karmią.

— Panie — odparł Faria — niech mi pan przysięgnie na święte imię Chrystusa, że mnie pan uwolni, jeśli powiem prawdę. A wtedy wskażę miejsce, gdzie ukryto skarb.

— Czy dobrze księdza karmią? — powtórzył inspektor.

— Panie, przecież nic pan nie ryzykuje, widzi pan sam, że bynajmniej nie szukam sposobności ucieczki, ponieważ będę tu, w więzieniu, gdy udacie się w drogę.

— Nie odpowiada mi ksiądz na pytanie — rzekł zniecierpliwiony nieco inspektor.