Mercedes westchnęła, siląc się na uśmiech. Szlachetna kobieta pojmowała dobrze, że jej dziecko ponosi cały ciężar ofiary.

— A więc, rozumiesz, mamo — odezwał się Albert — masz zapewnione cztery tysiące franków. Będziesz za nie żyła w dostatku przez dwa lata.

— Tak sądzisz?

W tych słowach, które się jej wyrwały, było tyle bólu, że ich prawdziwe znaczenie nie uszło uwadze Alberta. Serce mu się ścisnęło, chwycił dłoń matki i utulił ją w swoich.

— Tak, będziesz żyła — powtórzył.

— Tak, będę żyła — zawołała Mercedes — ale ty nie wyjedziesz, prawda?

— Mamo, wyjadę — rzekł Albert spokojnym, ale stanowczym głosem. — Kochasz mnie zbyt mocno, nie pozwolisz, abym żył tu bezczynnie jak próżniak. Zresztą już podpisałem.

— Postąpisz zgodnie ze swoją wolą, a ja zdam się na Boga.

— Nie postąpię zgodnie ze swoją wolą, ale tak, jak dyktuje mi rozum i konieczność. Jesteśmy oboje w rozpaczliwej sytuacji. Co dla ciebie dziś znaczy życie? Nic. A dla mnie? O, niewiele by znaczyło, gdyby nie było ciebie, mamo, wierz mi, gdyby nie ty, przysięgam ci, że odebrałbym je sobie w dniu, kiedy zwątpiłem w mojego ojca i wyrzekłem się jego nazwiska. Ale żyję, a jeśli przyrzekniesz mi, że nie stracisz nadziei, jeżeli zaufasz mi i powierzysz mi swoje przyszłe szczęście, doda mi to siły. W Afryce pójdę do gubernatora. To szlachetny człowiek, a przede wszystkim prawdziwy żołnierz; opowiem mu naszą smutną historię i poproszę, aby od czasu do czasu spojrzał tam, gdzie będę. Jeśli zwróci na mnie uwagę, za pół roku będę oficerem — albo zginę. Jeżeli zostanę oficerem, twój byt, droga mamo, będzie zapewniony. Będę miał wystarczająco dużo pieniędzy dla siebie i dla ciebie, a co więcej, zdobędę sławę — a dzięki temu oboje będziemy dumni z mojego nowego nazwiska — bo przybiorę twoje panieńskie nazwisko. Jeśli zaś zginę... tak, jeśli zginę, wtedy, możesz i ty umrzeć... To będzie szczyt, ale i kres naszych nieszczęść.

— Dobrze — odparła Mercedes, spoglądając szlachetnie. — Masz rację, pokażemy ludziom, którzy nas obserwują i czekają, co zrobimy, aby nas osądzić, pokażemy im, że zasługujemy przynajmniej na współczucie.