Andrea podał mu rękę; Bertuccio nie wyjął ręki z kieszeni, a tylko zabrzęczał złotem.
— No, o to mi właśnie chodziło — rzekł Andrea z wymuszonym uśmiechem, całkowicie pod wrażeniem osobliwego spokoju Bertuccia.
„Czyżbym się mylił? — myślał, wsiadając do więziennej karetki. — Cóż, zobaczymy!”.
— No to do jutra! — zawołał, odwracając się do Bertuccia.
— Do jutra! — odpowiedział intendent.
107. Sędzia
Pamiętamy, że ksiądz Bussoni został sam z Noirtierem w pokoju, gdzie spoczywała zmarła — jako jedyni strażnicy zwłok dziewczyny.
Być może chrześcijańskie napomnienia kapłana, jego słowa pełne łagodności i miłosierdzia były tak przekonywające, że przywróciły starcowi nieco spokoju; po rozmowie z księdzem rozpacz w jego oczach ustąpiła miejsca rezygnacji. Jego spokój zadziwiał wszystkich, którzy pamiętali o uczuciu, jakim pan Noirtier darzył wnuczkę.
Pan de Villefort nie był u ojca od owego ranka, gdy umarła Valentine.
W domu nastała już nowa służba: pan de Villefort miał nowego lokaja, podobnie jak i Noirtier, pani de Villefort otrzymała dwie nowe służące. Był też nowy odźwierny i nowy stangret — i wszyscy wyczuwali, jak chłodne stosunki panują między tymi ludźmi w tym przeklętym domu.