— Skąd mogę wiedzieć? Zadajesz mi takie pytania, jakbyś był prokuratorem. Powtarzam to, co słyszałem, to wszystko. Podaję ci mojego informatora, więcej zrobić nie mogę. Biedaczek ze strachu już nie mógł jeść.

— Mój drogi, założę się, że nie wierzysz w ani jedno swoje słowo — rzekł Château-Renaud. — Ale nie widzę też hrabiego de Monte Christo. Czemu go nie ma?

— Nudzi go to już — odparł Debray — a poza tym nie będzie się tu przecież pokazywał, w końcu i jego obaj Cavalcanti zrobili w konia. Przedstawili mu fałszywe listy kredytowe — weksle te były na hipotekę księstwa, a opiewały na jakieś sto tysięcy franków.

— O, baronie — zapytał Beauchamp — a jak się miewa pan Morrel?

— Do licha, byłem u niego już trzy razy: ani śladu. Tymczasem jego siostra wcale nie była zaniepokojona, oznajmiła mi z całkowitym spokojem, że nie widziała go od paru dni, ale jest święcie przekonana, że nic złego mu się nie stało.

— O, już wiem! — zawołał Beauchamp. — Hrabia de Monte Christo nie może się tu zjawić.

— A czemuż to?

— Bo jest aktorem w tym dramacie.

— Też kogoś zamordował? — zagadnął Debray.

— Ale gdzie tam, przeciwnie, to jego chciano zamordować. Wiecie przecież, że poczciwy imć Caderousse został zamordowany przez Benedetta w chwili, gdy wychodził z domu hrabiego. Wiecie, że to u hrabiego znaleziono tę sławetną kamizelkę z listem, który przeszkodził w podpisaniu intercyzy. Widzicie? Kamizelka leży, o tam, na stole, cała zakrwawiona. To dowód rzeczowy.