— Tak — rzekł. — Tak jest; czwarta ściana twojej celi wychodzi na zewnętrzną galerię, jest to coś w rodzaju krużganka, po którym przechodzą patrole i gdzie czuwają strażnicy.
— Jesteś pan tego pewien?
— Widziałem czako żołnierza i lufę karabinu; dlatego się tak prędko cofnąłem, żeby mnie czasem nie dojrzał.
— I cóż? — zapytał Dantès.
— Widzisz więc, że niemożliwe jest uciec z twojej celi.
— A więc? — powtórzył pytającym tonem młodzieniec.
— A więc — rzekł starzec — niech się dzieje wola Boża.
I na jego twarzy pojawił się wyraz głębokiej rezygnacji.
Dantès spojrzał po części ze zdziwieniem, po części z głębokim podziwem na tego człowieka, co z tak filozoficznym spokojem żegnał nadzieje żywione od tylu lat.
— A teraz, czy powiesz mi pan, kim jesteś? — zapytał Dantès.