Dantès drgnął, a Caderousse ciągnął dalej.

— Nie odnoszę tego do ciebie, mój kawalerze; pożyczyłem ci pieniądze, tyś mi oddał; to się zdarza między dobrymi sąsiadami, a my jesteśmy kwita.

— Nigdy nie jesteśmy skwitowani wobec tych, którzy nam wyświadczają przysługę, bo jeśli nawet przestaliśmy być im dłużni pieniądze, należy im się jeszcze wdzięczność.

— Po co tu o tym gadać? Co było, a nie jest, nie pisze się w rejestr. Ot, pomówmy lepiej o twej podróży. Wybrałem się właśnie do portu, aby zaopatrzyć się w brązowe sukno, wtem spotykam kochanego Danglarsa.

— A ty, co tu robisz w Marsylii?

— Ano, jestem już — odpowiedział mi.

— Myślałem, żeś w Smyrnie?

— Dobrześ myślał, właśnie stamtąd wracam.

— A gdzie nasz młody Edmund?

— Ależ z pewnością u ojca — odpowiedział Danglars.