— A Mercedes — rzekł w końcu. — Mówiono mi, że zniknęła.
— Zniknęła tylko jak słońce o zachodzie — odrzekł Caderousse — aby o wschodzie zabłysnąć wspanialszym blaskiem.
— Czyżby i ona zrobiła fortunę? — zapytał ksiądz z ironicznym uśmiechem.
— Mercedes jest w tej chwili jedną z największych dam w Paryżu.
— Nie przerywaj sobie, mów, mów. Zdaje mi się, że opowiadasz mi jakiś sen. Ale sam już widziałem tak nadzwyczajne rzeczy, że to mnie już mniej dziwi.
— Mercedes z początku rozpaczała po stracie Edmunda. Opowiedziałem już księdzu, co starała się osiągnąć u pana de Villefort i jak się poświęcała dla ojca Edmunda. I nagle nowy cios ją dotknął: odjazd Fernanda, którego kochała jak brata, nie wiedząc nic o zbrodni, jakiej dokonał.
Fernand wyjechał i Mercedes została sama.
Przepłakała trzy miesiące — nie było wiadomo nic ani o Edmundzie, ani o Fernandzie; pozostał jej tylko starzec, który umierał z rozpaczy.
Pewnego wieczoru, spędziwszy cały dzień jak zwykle na rozdrożu dróg wiodących z Marsylii do wsi katalońskiej, wróciła do domu szczególnie przygnębiona: na żadnej z tych dróg nie pojawił się ani ukochany, ani przyjaciel, i nadal nie dawali znaku życia.
Nagle wydało się jej, że słyszy znane kroki; odwróciła się niespokojnie, drzwi otwarły się i wszedł Fernand w mundurze podporucznika.