— Wszystko — odpowiedział Morrel.

— I nie możesz liczyć na żaden już wpływ?

— Nie.

— I za pół godziny... — dodał posępnym głosem — nasze nazwisko okryje hańba.

— Krew zmywa niesławę — rzekł Morrel.

— Masz rację, ojcze. Rozumiem wszystko.

I sięgnął do pistoletów.

— Jeden dla ciebie, a drugi dla mnie — rzekł. — Dzięki!

Morrel zatrzymał mu rękę.

— A twoja matka... a siostra... kto je wyżywi?