— I masz, wytłumaczył się — rzekł Caderousse. — A jak się miewa pani Dantès?

Mercedes skłoniła się poważnie.

— Nie jest to jeszcze moje nazwisko — rzekła — a w naszym kraju mówią, że kiedy dziewczynę wołają nazwiskiem narzeczonego, może jej to przynieść nieszczęście. Proszę, nazywajcie mnie nadal Mercedes.

— Daruj Caderousse’owi, bo to dobry sąsiad — rzekł Dantès — a i nie o wiele się pomylił.

— A więc, panie Dantès, wkrótce już będziemy mieli wesele — rzekł Danglars, skłoniwszy się młodej parze.

— Jak można najprędzej. Dziś wszystko ułożymy u mojego ojca, a jutro lub pojutrze zrękowiny, tutaj, w karczmie. Mam nadzieję, że przyjaciele nie odmówią nam obecności na obiedzie, to znaczy pan, panie Danglars, i ma się rozumieć, ty, drogi Caderousse.

— A Fernand — zapytał Caderousse, śmiejąc się chrypliwie — też jest zaproszony?

— Brat mojej żony jest moim bratem — rzekł Edmund — i byłoby nam bardzo przykro, gdyby go z nami nie było w takiej chwili.

Fernand otworzył usta, aby coś powiedzieć, ale głos mu zamarł i nie mógł wyartykułować ni słowa.

— Dziś przygotowania, jutro lub pojutrze zrękowiny, niech diabli biorą, nie tracisz czasu, kapitanie.